Można bardzo pragnąć znaku.
Wyglądać wskazówki, jak postąpić, którą drogą podążyć. Takie drogowskazy losu pomagają nam określić, czego pragniemy, zdefiniować nienazwane i ustalić i pomóc podjąć decyzję, jeśli takowa już w nas tkwi.
Można bardzo pragnąć znaku. Chcieć wyciągnąć z tali kart tę jedyną damę. Lecz uporczywie, wbrew czterem podejściom, widzieć na dłoni zwykłą liczbę, miast dworskiej karty. A gdy ta, wywołana, stanie przed nami w rzeczywistości i schylając pokornie głowę, wyszepcze słowa, na których nam ongiś zależało – wtasować ją z powrotem do talii.
Jak widać, można ignorować znaki, nawet jeśli się ich pragnęło…

Czasami można szukać znaku, ale nie mieć pojęcia jak on właściwie wygląda. Wyciągnięcie z talii czterech różnych szóstek (piątek, dziewiątek...) trudno zignorować, choć łatwo też zrozumieć chęć wyciągniecia tej "upatrzonej" karty. Jak to w życiu - najciemniej pod latarnią.
OdpowiedzUsuńFajny wpis, pojawiaj się częściej.
To jest właśnie cała zabawa ze znakami - nie zawsze wszystko musi być tak oczywiste, jak gorejący krzew. Czasem należy zaufać intuicji.
OdpowiedzUsuń