piątek, 29 maja 2009

Ślepy Amor

Czemuś przewrotna Fortuno,
posłała ślepego Amora?
Co strzałą godził w me serce,
lecz jego ustrzelić nie zdołał?

Bo jemu strzała posłana
nie moje nosiła imię.
I z tego prostego powodu
umarłam, choć wciąż żyję.

2007

Nagość na sprzedaż

Tytuł posta jest oczywiście zupełnie roboczy. Taka wypadkowa refleksji na temat obnażania się we wpisach na blogu, a szacunkiem do samego siebie. Wychodzi na to, że wektor powstałej w ten sposób siły pcha moje poczynania nadal do przodu (co widać, bo dalej piszę na blogu). Skoro owego bloga już mam, to zrobię z niego "naturalne rozszerzenie szuflady".

Drżyjcie ;P oznacza to zapowiedź rychłego pojawiania się coraz gorszych (bądź gorszących) przykładów grafomanii mojej, zrodzonej z namiętnej miłości do klepania palcem w kawiaturę. Tak oto, z niezdrowym entuzjazmem (typowym stanom maniakalno-depresyjnym zwanym również "autora potrzebą wyrażenia siebie i nasikania na świat wokół") zaczynam dziś  cykl "Palcem w chmurach", pseudo-liryczną partnerkę działu "Opowiastki". Oby z tego związku nie było dzieci...

P.S. Tekstów zamieszczanych w wyżej wymienionych działach autorka zdecydowanie nie radzi traktować poważnie. To jedynie wynik zabawy, jaką jest pisanie. Osobom chętnym do zignorowania tej uwagi, autorka radzi zająć się też innymi, wielkimi problemami świata - po co marnować czas na bycie szczęśliwym?

niedziela, 24 maja 2009

Błyskawiczny sposób na dobry humor

Niedzielne, pochmurne popołudnie. W planach - dalsza praca nad magisterką. Reasumując - wyjątkowo zły dzień. Dlatego zafundowałam sobie błyskawiczny sposób na dobry humor, który wszystkim serdecznie polecam.

Przepis na Dobry Humor

Składniki:

- kilka garstek świeżutkich, pachnących,  czerwoniutkich truskawek

- dwie łyżeczki cukru

- odrobina 18% słodkiej śmietanki 

- odrobina entuzjazmu i dobrych wspomnień

Przygotowanie:

Truskaweczki (ale już te krajowe - pachnące i smakujące jak truskawki, a nie jak napompowany styropian) myjemy, oddzielamy zielone od czerwonego (w sensie - zielsko do śmietnika, truskaweczki do miseczki). Z entuzjazmem i pozytywnym nastawieniem wizualizujemy sobie wyśmienity smak truskawek (UWAGA! Podjadanie podczas przygotowywania owoców może skutkować brakiem składników istotnych do zrobienia deseru). Owoce kroimy na kawałki (wielkośc wedle upodobań), zasypujemy cukrem, mieszamy i zostawiamy na chwilkę. W wyniku romansu truskawek z cukrem otrzymujemy pyszny soczek.  Im go więcej, tym lepiej - bo za moment dolewamy doń słodką śmietankę i otrzymujemy przepyszny deser.

Prosty, szybki i przyjemny. Pewnie kaloryczny jak diabli, ale kto by liczył kalorie, gdy w grę wchodzi dobry humor? Pachnie latem, słońcem i radością. W smaku wyczuwalne nuty beztroskiego dzieciństwa i wakacji spędzanych na Mazurach, które były doskonałą okazją do siedzenia w zagonie truskawek i pałaszowania (UWAGA: samak dzieciństwa może być inny, w zależności od osoby jedzącej :P ).

Smacznego, ja wracam do walki z hipotezami badawczymi :)

sobota, 23 maja 2009

Brutalne powody długiego nic-nie-pisania

Aby w pełni zrozumieć instytucję, z którą przyszło mi teraz walczyć, należy najpierw wyobrazić sobie następującą scenkę.

Student właśnie pokonał pół miasta w zatłoczonym autobusie. Jest maj, ciepło jak diabli, a nie wszyscy współpasażerowie pamiętali o higienicznym trybie życia. Czort z tym. Student potrzebuje jednego małego zaswiadczenia, inaczej uwali sobie kilka ważnych spraw w życiu. A jak to w życiu bywa, dowiedział się o tym za późno i ma tylko ten jeden dzień na działanie. Zerka na zegarek - 12:40. Zerka na kartkę na drzwiach dziekanatu - "czynne do 13:30". Oddycha z ulgą (oczywiście przedwcześnie), naciska klamkę i wchodzi. Zamiast odpowiedzi na swoje grzeczne dzień dobry, słyszy: "Przykro nam, już nieczynne. To znaczy czynne,  ale komputery już wyłączone i nie pracujemy"

Komputer, rzecz święta - raz wyłączonego nie można denerwować kolejną pobudką. Zaświadczeń odręcznie pisanych nie wydają, bo "ależ bez przesady, mamy już epokę komputerów"... Poza "proszę przyjść w poniedziałek" nie miały już nic ciekawego do powiedzenia te strasznie zapracowane panie w dziekanacie. By je wszystkie... same dobre rzeczy w życiu spotkały (ostatnio walczę ze złorzecznictwem, dlatego zostaje mi życzyć ludziom samych dobrych rzeczy i ogólnego szczęścia - przy założeniu, że to Polacy, więc od ogólnego dobrobytu, prędzej czy później, i tak szlag ich trafi).

Teraz nie powinno nikogo dziwić, że zmuszona jestem przebudować, a co bliższe prawdy, napisać od nowa 3/4 magisterki, która jeszcze miesiąc wstecz była "bardzo dobrze, hipotezy ok, merytoryka do przodu. Tylko zrobić badania". Informacja o tym, że przełożona promotora będzie jednocześnie recenzentką wystarczyła, aby praca zyskała status "no, to cała metodologia od nowa - według Sztumskiego ma być, kto się zgodził na inną?! I proszę się pospieszyć, trzeba jeszcze zrobić badania."

No to się spieszę. Może to z tego pośpiechu jeszcze mnie szlag nie trafił - ot, nie zdążył dogonić po prostu. Jak dogoni, to nie chciałabym być obok siebie. Zachciało się, #*^%#%*&, studiować...

wtorek, 5 maja 2009

A ku-ku, czyli o zgubnych wpływach hazardu

Dzisiejszy post jest ku przestrodze tym, którzy nie czują słusznego lęku przed kartami. Karty mają moc, moi drodzy. Zwłaszcza te z klasycznej talii, przetasowane kilka razy i rozdane przy stole uginającym się od piwa i paluszków. O zgubnych aspektach rżnięcia w pokera na pieniądze pisać nie trzeba. Ale wypada wspomnieć, że są gry o wiele gorsze od niego. Od tego weekendu oficjalnie na listę takich gier trafiło „Ku-Ku”. Przewiny: po pierwsze – czasem lepiej czegoś jednak nie wiedzieć o swoich znajomych, po drugie – czasem lepiej odpowiadać na pytanie, niż szukać honorowej (a raczej ratującej nasze sekrety) ucieczki w zadaniach. Po trzecie – należy pamiętać, że gdy gra się z facetami, prędzej czy później, opis zadania będzie zawierał takie słowa jak: gorset, pończoszki, szpilki i taniec…

Cóż, facetom też nie jest łatwo, gdy muszą w babskim stroju dzielnie kontynuować rozgrywkę. Zemsta w tym przypadku nie była słodka tylko koronkowa.