czwartek, 27 sierpnia 2009

Drobne radości

Często zapominam,  jakim to fajnym zajęciem jest przebywanie samemu ze sobą. Człowiek jest ciagle w kontakcie z innymi, wykorzystuje większość wolnego czasu na spotkania z innymi ludźmi. Przychodzi jednak ten dzień, gdy nie ma się ochoty ogladać nikogo na oczy. Nie jest to żadna zła oznaka, żaden dołek psychiczny czy melancholia. Po prostu odmienna forma relaksu - zamiast zabawy z ludźmi,  wyciszenie we własnym towarzystwie. 

Można w spokoju wypić ulubioną herbatę, poczytać ksiażke bądź obejrzeć film, a przede wszystkim - zająć się tym, co nam sprawia przyjemność, a na co od dawna brakowało czasu / okazji :)

Dobrze, że nie potrafię się nudzić we włąsnym twoarzystwie ;)

środa, 26 sierpnia 2009

Okruszki ze "Świata finansjery"

Najnowszy odcinek ze Świata Dysku, Terry Pratchett - "Świat finansjery"

Cytat książki:

"Jeśli człowiek stoi w miejscu, dościgną go jego błędy."

Cała prawda o spotkaniach:

"Byłoby miło, gdyby [...] jego lordowska mość przyjął ideę, że spotkanie to coś, na co umawia się więcej niż jedna osoba."

"Były spotkania. Zawsze były spotkania. I były nudne, co jest jednym z powodów, dla których były spotkaniami - nuda lubi towarzystwo."

Cała prawda o bankach:

"Dlaczego banki zawsze budują tak, by przypominały świątynie, mimo że kilka wielkich religii a) jest kanonicznie przeciwnych temu, co banki robią wewnatrz, i b) utrzymuje w nich rachunki?"

piątek, 14 sierpnia 2009

Nadranne odkrycia

Czego to się człowiek późną nocą, w chwilach, gdy pora powinnna być już nazywana świtaniem, może dowiedzieć!

Ra-V żyje i nadal jest szelmowsko złośliwy. Bogom dzięki - innego go sobie nie umiem nawet wyobrazić ;) Jemu zaś dzięki za świetną rozmowę, taką, na jaką dawniej mogłam liczyć przy kawie.

Czasem człowiek docenia znaczenie pewnych zjawisk/ ludzi/gestów, dopiero gdy traci z nimi kontakt. Lecz nie od razu, lecz wtedy gdy natknie się na nie ponownie, po dłuuuuuugim czasie. To jak z jedzeniem słodyczy... Nie tęskni się za słodkościami, póki ktoś nie otworzy przy nas bombonierki. Podejrzewam, że to właśnie dlatego czekolada jest taka dobra. A przyjaciele tak cenni :)

*O bombonierce, gołębiu i rozgarniętym policjancie opowiem przy innej okazji, jak odeśpię.

wtorek, 4 sierpnia 2009

Pozytywne doładowanie

Poruszam ten temat tylko dlatego, że tzw. zły początek tygodnia skończył się jakieś 4 h temu. Wcześniej wolałam nie zapeszać i nie psuć sobie ewentualnie humoru, który po południu miałam już całkiem dobry.

Pytanie: Co jest najlepsze na poniedziałkową chandrę? 

Odpowiedź: Rozmowa z serdeczną osobą.

Owej serdeczniej osobie mocno dziękuję za mój pierwszy poniedziałkowy uśmiech i pozytywne doładowanie baterii.

Cóż, tak to już jest, że człowiek czasem musi dostać lekkiego kopa na rozpęd. Potem już z górki :)

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Poniedziałek

Co tu dużo pisać...

Poniedziałek.

A na dodatek od samego rana leje deszcz.

I jest chłodno.

Brryyyy...

Tfu...

I fuj!

6:30 - otwieram oczy, za oknem deszcz i szaruga. W pokoju zimno.

6:32 - zamykam okno; ciut cieplej.

6:33 - dochodzę do wniosku, że totalnym absurdem było obudzenie się o tej godzinie. 

6:34 - próbuję ponownie zasnąć; sąsiad włącza wiertarkę i rozpoczyna koncert udarowy.

6:35 - dochodzę do wniosku, że większym absurdem niż moja pobudka jest rozpoczynanie remontu o tej godzinie; przeklinam sąsiada, owijam się kołdrą i zasypiam.

7:00 - nici ze spania; głowa mnie boli, za oknem deszcz, a sąsiad chyba sprosił kolegów z dodatkowymi wiertłami; chcąc nie chcąc, wstaję.

8:00 - kawa nie pomaga; zaczynam przeglądać Wyborczą z ofertami pracy.

8:02 - stwierdzam, że brak własnego samochodu dyskwalifikuje mnie do większości ofert; przestaję sie zastanawiać nad tym, czemu ogłoszenia dotyczą tylko przedstawicieli handlowych i samodzielnych księgowych. 

8:07 -  zaczynam się zastanawiać nad tym, czemu ogłoszenia dotyczą tylko murarzy, dekarzy, cieśli, operatorów wiertnic i koparek; szukam dobrych stron - w razie czego, sąsiad znajdzie sobie pracę ;)

8:10 - ogłoszenia drobne: aaaaatrakcyjne panie; zerkam w lustro; dochodzę do wniosku, że jestem atrakcyjna tylko przez jedno "a".

***

Wychodzi na to, że to jeden z TYCH dni. Najprostsze rzeczy stają się niewykonalne, niemal każda myśl kończy się zwiększeniem psychicznego dołka. Studia za mną, a pracy przyszło mi szukać w dobie kryzysu. Szanse na wynajem własnego m - zerowe, nawet gdybym cudem dostała pracę za 2 kawałki. Ale nie poddaję się. Przynajmniej do czasu, gdy w pośredniaku oferują magistrowi jedynie roznoszenie ulotek... Wiedziałam, że tak będzie - w końcu dziś jest poniedziałek...