poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Opowieść o Wieży, Księżniczce i Klątwie

Deszcz bębnił o szyby, tłukąc tysiącem pięści jak rozwścieczony bokser. Rozentuzjazmowany wiatr wył z uznaniem, nagradzając kolejne ciosy. Stara okienna rama jęknęła cichutko, wyczekując końca rundy. Gdzieś w oddali nadal uparcie nie zarżał Biały Rumak.

Księżniczka obróciła się na bok, otulając cieplej swoją połówką kołdry. Otworzyła oczy, westchnęła i z fascynacją zaczęła podziwiać wyginające się w głębokich ukłonach gałęzie drzew mieszkających za oknem. Mężczyzna u jej boku chrapnął, jakby chciał przypomnieć Księżniczce, że zawsze jest obok. Zerknęła na niego, potem przeniosła wzrok na uśpione w kryształowych taflach dowody ich związku, porozstawiane na komodach. Zdjęcia z wakacji i wszelkich wojaży, fotografie z dalekich krain Za Siedmioma Górami. Na każdej z nich Mężczyzna trzymał Księżniczkę w objęciach, a ona uśmiechała się blado do obiektywu.

Dotknęła delikatnie pierścionka na palcu. Symbolu ich wiecznej miłości. Zobowiązania, jakie wspólnie podjęli – weksla, który niebawem miał być zamieniony na czyste złoto obrączki.

I ogarnął ją smutek. Nie taki sam, jak wtedy, gdy zamknięta w Wieży czekała na bohatera, który zdejmie z niej klątwę i zabierze do Krainy Żyli Długo i Szczęśliwie. Ten nie był już podszyty lękiem o to, co przyniesie kolejny dzień, bowiem w życiu Księżniczki już od dawna nie było miejsca na niepewność.

Cichutko wysunęła się z łóżka, bose stopy klasnęły o posadzkę. Cienie zatańczyły wokoło radośnie, zapraszając ją do zabawy. Ale Księżniczka odegnała je ręką i smutne niczym szczeniaczki skuliły się w kącie. Podbiegła do okna, wgramoliła się na parapet, podciągnęła kolana pod brodę i oparła czoło o lodowatą szybę. Ktoś, kto patrzyłby teraz na Księżniczkę z drugiej strony okna, sądziłby zapewne, że jej cała jasna twarz zalana jest łzami.

Patrzyła na strumienie deszczu goniące się po tafli szyby. Jak w tamtą najgorszą z samotnych nocy w Wieży. Zamknęła oczy, wspominając przeszłość.

Gdy tylko ujrzała Księcia, jej serce zabiło mocniej. Świeciło słońce, letnie i piękne. Ćwierkały ptaki, wiatr kojąco szumiał w zielonych koronach drzew. Przyjeżdżał pod Wieżę, prowadził z Księżniczką długie rozmowy. Śmiali się i bawili razem. Wspinał się czasem ukradkiem do jej komnat, omijając złego Smoka i wszelkie inne pułapki. Zasypiał u jej boku i budził się tylko po to, by znów spędzić z nią cały dzień. Nie kwapił się jednak, by zdjąć z Księżniczki klątwę. Jak mówił, nie był jeszcze na to gotowy. A ona była cierpliwa.

Któregoś dnia Książę wsiadł na Białego Rumaka, pożegnał się z Księżniczką, która przecież była dla niego najważniejsza, i odjechał. Musiał – tak mówił. Słońce zniknęło za grubymi chmurami, cienie zalęgły się w Wieży. Księżniczka czekała, a deszcz bębnił o szyby.

Przyjeżdżało wielu śmiałków, pragnących przełamać klątwę, pokonać przeszkody i zagarnąć jej rękę. Musiała się Księżniczka nieźle natrudzić, by im się nie udało. Budziła w porę Smoka, by nie przeszli niezauważeni. Podpiłowywała poręcze niebotycznie wysokich i stromych schodów na szczyt. Absorbowało ją to tak bardzo, że lżej było jakoś odliczać kolejne dni bez Księcia na Białym Rumaku. Przywykła do ciemności, cieni i deszczu, lecz w głębi duszy bała się swojej samotni.

Wtedy wrócił Książę. Chciał wiedzieć, czy u Księżniczki wszystko dobrze. Było – bowiem w tej jednej chwili znowu wzeszło słońce, a deszcz ustąpił. Ucieszyło to Księcia, który nawet martwił się o Księżniczkę. Pragnął dla niej najlepszego i życzył jej, by szybko znalazł się śmiałek, który będzie jej godzien i zdejmie klątwę – tak mówił. Z tymi słowami odjechał, a Księżniczka patrzyła za nim z okna Wieży, nie rozumiejąc.
  
Ciemność, w której skryła się na kilka najbliższych lat, całkowicie pochłonęła Księżniczkę. Była sama, w chłodzie i wilgoci kamiennych murów. Nie widziała słońca i już nawet nie pamiętała, jak ciepłe są jego promienie. Nawet Smok jej żałował i płakał czasem nocą razem z nią.

Gad postanowił działać. W pewną straszliwą noc, podczas wichury, do wieży zawitał śmiałek, który od lat poszukiwał doń drogi. Smok zwinął się w kłębek, ziewnął i zasnął. Mężczyzna zakradł się do Wieży, wnosząc ze sobą namiastkę lata i słońca. Przebudził Księżniczkę, chwycił w ramiona i zabrał do Bajkowego Pałacu. Smok pomachał im, zadowolony z siebie. Od tego dnia Mężczyzna nosił Księżniczkę na rękach, zadowolony, że w końcu ją zdobył. I słońce niby świeciło, lecz Księżniczce ciągle było zimno. Nie mówiła mu jednak o tym...

Teraz Księżniczka, siedząc na parapecie, uświadomiła sobie, że za oknami Bajkowego Pałacu szaleje wichura. Straszliwa, potężna nawałnica – pełna zimna, samotności i bólu. I zrozumiała, że sama ją przywołała.
Księżniczka zeskoczyła z parapetu, a deszcz dalej zaciekle bębnił o szyby. Spojrzała na śpiącego Mężczyznę, ściągnęła z palca pierścień i położyła go na nocnej szafce. A potem wybiegła, boso, wprost w objęcia wichury.

Gdy rankiem dotarła pod znajomą, starą Wieżę, na niebie znów świeciło słońce. Poklepała po łuskowatym grzbiecie zdziwionego Smoka i wdrapała się na sam szczyt swojego Domu. Zamiotła kurze, umyła okna, rozpaliła w kominku. Potem usiadła wygodnie na szerokim parapecie, odetchnęła głęboko i spojrzała w gwiazdy jaśniejące na niebie. Otworzyła ulubioną książkę i zatopiła się w lekturze. W oddali nie rżał Biały Rumak. I dobrze. Bo Księżniczka już wcale nie czekała.

- Czasem klątwę trzeba zdjąć samemu – powiedziała do zdziwionego Smoka.
- A co z Mężczyzną? Był przecież dobry – spytał gad.
- Był dobry, ale nie był Księciem – odparła.
- To co teraz, Księżniczko?
- Teraz, Smoku? Poczytam jeszcze chwilkę, potem położę się spać, a rano zobaczę, co przyniósł mi nowy dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz