środa, 13 października 2010

Dres Day

Może nie cały, bo w pracy się jednak nie wypada w dresiku prezentować, ale jednak - DRES DAY.

Zasady tego święta są proste: nie robisz absolutnie nic produktywnego, za to skupiasz całą swoją energię na zaległych, domowych przyjemnościach. Czytasz to, czego ostatnio nie miałeś czasu wziąć do łapki. Nadrabiasz zaległości w oglądaniu seriali, levelujesz postać do Fallouta, niezmordowanie ganiasz bohatera po świecie HM&M III albo ewentualnie V, jeśli wolisz. Lezysz do góry brzuchem, moczysz się w wannie, kiwasz nogą albo gapisz się pusto w TV. Najważniejsze zaś, że wszystko to czynisz w wygodnym, oblesnie niewyjściowym, dresiku :) I - tu podstawa - jest ci z tym DOBRZE.

Uwaga! Absolutnie nie można tego dnia spedzać na nadrabianiu zaległości w porządkach. nic nie odkurzamy, nie pierzemy itp. Choć te czynności z rozpędu kojarzą się z dresikiem - nie wolno! To nie dzień sprzątania i walki z kurzem. To DRES DAY! Należy się odrobina szacunku do tradycji leniuchowania ;)

3 komentarze:

  1. Zwłaszcza moczenie się w wannie w dresie mnie ujęło.

    OdpowiedzUsuń
  2. No piknie ;) Od razu bojkot?!

    Dres Day to idea. To stan umysłu. Od biedy można więc zdjać z siebie dres i wleźć do wanny - o ile będzie się ciągle miało ubrany "dres mentalny" ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "mentalnych dresów" to ja się akurat lękam ;)

    ale idea piękna, choć nie (z)noszę dresów i prózno bym ich w domu szukał.

    OdpowiedzUsuń