środa, 22 kwietnia 2009

Refleksja meteorologiczna

Dziś empirycznie udowodniono, że jestem bytem napędzanym słońcem i ciepłem. Ostatnie dwa tygodnie minęły mi w całkiem dobrym humorze i znalazło się trochę sił na walkę z rzeczywistością. Jednym słowem - było całkiem pozytywnie. Nawet sąsiad (sąsiadce też bym nie wybaczyła) uparcie katujący mnie twórczością Dody (im cieplej, tym okna szerzej otwarte, co w mojej okolicy zawsze oznacza jakieś nieprzyjemne niespodzianki) nie wydawał się problemem.

Wystarczył jeden (jeden!) deszczowo-pochmurno-lodowaty dzień, a mój optymizm szlag trafił. Pal licho optymizm. Przy okazji padł też entuzjazm, ochota do działania i chęć robienia wielu, zdawałoby się, ciekawych rzeczy.

W ramach walki z tą moją meteorologiczną słabością, zdecydowałam się dzielnie stawić czoła kapiącym z chmur przeciwnościom. Odpowiednio uzbrojona w spory parasol, ruszyłam do boju. Pozwolę sobie jednak przemilczeć opis tej nierównej walki. Dość powiedzieć, że planowanych rzeczy nie kupiłam (bo miejski ryneczek również walczył z deszczem nieubłaganie zalewajacym rozłożone na straganach towary), co tylko sfrustrowało mnie bardziej. Zła, i niestety zmoknięta, wróciłam do domu.

Ciepła herbata poprawiła mi humor. Zajęłam się wprowadzaniem kolejnych modyfikacji Okruszków (co by nie mówić, nowe zabawki zawsze cieszą). Za oknem nadal pochmurno, ale przynajmniej przestało padać. Musi być  jednak dalej chłodno, bo nie słyszę Dody...

Pocieszająca jest myśl, że już jutro będę w Poznaniu, a tam podobno nadal ładna pogoda (jak zacznie padać, to nie z mojej winy, Nataszko :) ). Ciepła atmosfera "doskwiera" też przyjacielowi na dalekim południu Polski, o czym nie omieszkał mnie poinformować - szkoda, że nie idzie telefonicznie podrzucić kilku stopni Celsjusza i słonecznych promieni.

Na szczęście nie zawsze taka pogoda zabiera mi siły do działania. Jesienne pluchy co prawda ograniczają moją aktywność zewnętrzną (tzw. aktywność pozadomową), ale za to dają niezłego kopa do pisania "mhrocznych" i koniecznie ponurych opowieści ze świata Warhammera. Zawsze to jakiś plus ;)

Istnieje tylko jeden rodzaj deszczu, który mnie raduje - ten letni i ciepły. Ale przyjdzie mi jeszcze na niego poczekać.

3 komentarze:

  1. U nas lało przez cały wieczór, teraz już tylko pokapuje. Ale tak czy inaczej - w piątek będzie ładnie i słonecznie. I już. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tego się trzymajmy, bo mam problem z cieplejszą garderobą ;P

    OdpowiedzUsuń
  3. deszcz fatalnie wpływa na malunki pokrywajace damskie oblicza. w sumie to takie czasy, ze niektore męskie też ;)

    w deszczu nie widać łez na obliczach młodej pary. fajnie, bo nie trzeba tłumaczyć, że to łzy radości. ani że są szczere.

    OdpowiedzUsuń